17-05-2006 Ideę Śródodrza można uratować
Wielka chłodnia portu rybackiego nie musi stać obok planowanej na Łasztowni reprezentacyjnej filharmonii.
Taką deklarację złożył Krzysztof Derbiszewski, szef Portu Rybackiego "Gryf" podczas wtorkowego spotkania z kolegium prezydenckim. |
- Jesteśmy otwarci na rozmowy - mówi Derbiszewski. - Jeżeli miasto zaproponuje nam odpowiedni teren (na nabrzeżu, a nie w centrum miasta), to postawimy chłodnię gdzie indziej.
Sprawę "Gazeta" opisała jako pierwsza 21 kwietnia. Okazało się, że wzdłuż Nabrzeża Bułgarskiego, prawie na cyplu Łasztowni, ma stanąć stalowa konstrukcja wielkości pięciokondygnacyjnego budynku. Obok niej - duży plac manewrowy dla tirów. Tam koncertować ma się przeładunek portu rybackiego.
- To jedyne miejsce, w którym możliwa jest taka inwestycja: nabrzeże jest umocnione, a woda ma głębokość 9 m. Przeniesienie chłodni w inne miejsce to koszt ok. 25 mln zł na przystosowanie nabrzeża - mówi Derbiszewski. - Jej budowa jest konieczna do rozwoju naszej spółki. Miasto wiedziało o tym. Przecież wydało decyzję o warunkach zabudowy.
Wiceprezydent Zalewski mówił jednak w "Gazecie" 21 kwietnia, że nic o tej inwestycji nie wiedział. Zdumieni byli również architekci. Grzegorz Ferber, współtwórca idei zagospodarowania Śródodrza, grzmiał: - Zakpiono z wszystkich, którzy zaangażowali się w ten projekt.
Na Śródodrzu mała bowiem powstać reprezentacyjna dzielnica miasta: prócz filharmonii wizja zabudowy wysp przewiduje mariny, apartamenty, kawiarnie, restauracje... - Wyobraźmy sobie filharmonię, w której sąsiedztwie jest chłodnia z placem manewrowym - mówił w "Gazecie" Ferber. - Jeśli ta chłodnia stanie, cała wyspa będzie do niczego.
Krzysztof Derbiszewski podkreśla, że jest zwolennikiem budowy nowoczesnej dzielnicy na Łasztowni, ale nie może to kolidować z rozwojem ekonomicznym spółki.
- Ludzie muszą gdzieś pracować, żeby móc chodzić do filharmonii. Na tym terenie pracuje ok. 1200 ludzi, a obroty to miliony złotych - mówi. - Przede wszystkim musimy stawiać na gospodarkę. Plany budowy chłodni nie są robieniem na złość komukolwiek, ale koniecznością, bo bez niej Gryf upadłby w ciągu kilku najbliższych lat.
Jaki pomysł na rozwiązanie problemu ma wiceprezydent Zbigniew Zalewski?
- Umacnianie nabrzeża nie wchodzi w grę, bo miasta na to nie stać - stwierdził wczoraj. - Ale rozważamy inne lokalizacje, obecnie zajmowane przez inne firmy. Musimy sprawdzić czy mają zobowiązania wobec miasta i czy mogłyby się na to zgodzić. Rozmawialiśmy też o wejściu Gryfa do spółki z miastem przy komercyjnym zagospodarowaniu Śródodrza i pan Derbiszewski wstępnie się zgodził na taką propozycję. Takie rozwiązanie pozwoliłoby kompleksowo zagospodarować ten teren.
|