20-06-2006 Ferber: Szczecin może być lepszy
Szczecin może być lepszy. Mieszkańcy chcą nowoczesnej dzielnicy na Śródodrzu.
Mam wrażenie, że rozpoczął się niejako nowy etap, także jeśli chodzi o dobrze pojętą współpracę z Urzędem Miasta. A przede wszystkim, że kolejne szanse nie zostaną zaprzepaszczone w rozmowach i rozważaniach.
|
Ktoś powiedział, że obraz miasta jest bezpośrednim odbiciem oczekiwań jego mieszkańców. Architektura i urbanistyka nie są dziedzinami, w których fizyczne rezultaty zależą wyłącznie od projektantów i profesjonalistów. Jest to jeden z najbardziej namacalnych przykładów synergii pomiędzy działaniami władz konkretnego miasta, świadomością inwestorów, mieszkańców i ich otwarcia na nowe pomysły. Miasta piękne, atrakcyjne powstają, kiedy ich mieszkańcy mają świadomość, że przestrzeń jest w ich własnych rękach, że podejmowane decyzje przetrwają przez stulecia. Decyzje poprzednich mieszkańców Szczecina były podejmowane właśnie z taką świadomością. Planowane długofalowo, na stulecia.
Ikonami współczesnego Szczecina są w większości obiekty i realizacje, które niestety nie powstały w okresie powojennym. To samo dotyczy zresztą samej przestrzeni miasta w znaczeniu planistycznym.
To cud, że Łasztownia ocalała
Mam wrażenie, że przez ostatnie 60 lat zdecydowana większość decyzji planistycznych odpowiadała na konkretne i natychmiastowe zapotrzebowanie takich czy innych władz miasta, także - zapotrzebowaniu na natychmiastowy i dostrzegalny sukces i poklask. Dlatego w większości wypadków mamy do czynienia ze skomplikowaną układanką miejską, w której z rzadka tylko poszczególne części pasują do całości.
Szczęście w nieszczęściu, ograniczone możliwości realizacyjne, finansowe i inne doprowadziły do tego, że wielka część najcenniejszych przestrzeni miasta uchowała się prawie nietknięta. To cud, że właśnie na tereny położone nad wodą, włączone dotychczas w tereny portowe nikt nie zwrócił specjalnej uwagi. W przeciwnym razie z Wałów Chrobrego podziwialibyśmy np. kolejne osiedla z wielkiej płyty. Szczecin znajduje się dzisiaj "w odpowiednim czasie i miejscu".
Przeszkodą jest nasza niewiara
Nigdzie nie jest tak, że duże projekty, takie jak Śródodrze, są budowane z "kasy miejskiej". Nie można więc mówić, że skoro miasto nie ma na remont kamienic, to skąd może mieć na wielkie inwestycje. Na remonty i inne doraźne prace miasto musi wydawać pieniądze z budżetu. Z wielkimi budowami jest wręcz przeciwnie: to z nich do miasta wpływają pieniądze. Po pierwsze: duże pieniądze ze sprzedaży lub dzierżawy. Przy budowie pracę znajdują tysiące mieszkańców miasta. Znacznie rośnie wartość gruntów w rejonie inwestycji, a więc rosną podatki, które trafiają do miasta itd. Paradoksalnie rzecz biorąc, realizacja Śródodrza może być remedium dla śródmieścia Szczecina. Wprowadzenie do miasta poważnych grup inwestycyjnych jest źródłem dochodów, które mogą sfinansować inne zamierzenia, np. remonty kamienic. Należy więc wypromować możliwości inwestycyjne i jak najszerzej rozumiany potencjał Śródodrza.
W ciągu ostatnich miesięcy mieliśmy okazję uczestniczyć w wielu rozmowach z poważnymi grupami inwestorskimi z bardzo różnych krajów. Również w wielu prezentacjach możliwości inwestycyjnych dotyczących konkretnych terenów w Szczecinie i jego regionie. Co ciekawe poszukują oni dużych możliwości, są zainteresowani projektami czy nawet pomysłami, które my sami uznajemy najczęściej za mrzonki. Właśnie dlatego nie potrafimy ich odpowiednio sprzedać i wypromować. I tak skazujemy się na bylejakość i tymczasowość.
Nie tylko stocznia
Innym powodem jest wiara władz w stereotyp, że szansa Szczecina polega jedynie na rozwoju stoczni, portu, przemysłu... Nie zauważono przy tym konieczności natychmiastowego rozwoju potencjału turystycznego, czy choćby czysto rozrywkowo-rekreacyjnego miasta. Faktu, że stał się on potężnym ośrodkiem uniwersyteckim.
Kolejnym powodem braku sukcesu jest chęć osiągnięcia go w sposób natychmiastowy. Stąd też dążenie do realizacji jedynie takich celów, które są możliwe do osiągnięcia pozornie jak najszybciej. Najlepiej w ciągu jednej kadencji zarządu miasta i jego rady. A jest to po prostu niemożliwe.
Nie straćmy szansy
Na tym etapie ani nie zżymam się na władze, ani nie straciłem wiary w fakt, że Śródodrze może stać się szansą dla miasta. Wręcz przeciwnie. Mam wrażenie, że rozpoczął się niejako nowy etap, także jeśli chodzi o dobrze pojętą współpracę z Urzędem Miasta. A przede wszystkim, że kolejne szanse nie zostaną zaprzepaszczone w rozmowach i rozważaniach. Szczecin bowiem nie ma czasu, do tej pory już straciliśmy go za wiele.
Wiem, wiem..., także i po tym cyklu artykułów będzie się mówiło o utopiach, o trudności budowania na palach itd. Jakoś jednak nie potrafię współczuć tym wszystkim, którzy od wieków realizowali z uporem i krok za krokiem takie miasta, jak Wenecja, Sztokholm, także przecież Szczecin (!) czy jak obecnie Malmö czy Hamburg na przykład.
|